wtorek, 16 września 2014

2 - Nie mów nikomu.

Rzeczy których nie wie o mnie nikt? Serio? Mając męża ma się takie "rzeczy"? :p Wybrałam jednak fakty, których na pewno Wy nie znacie i wielu innych. Nawet bliskich znajomych. Na szybko, bo dziecię marudzi, a matka chucha, dmucha, lula i nic.

1. Uwielbiam wchodzić do Empiku i oglądać książki. Bez celu kupienia ich. Dotykam okładek, sprawdzam nowe pozycje, otwieram, wącham ukradkiem, czytam pierwsze strony.

2. Wyszłam za mąż w wieku dwudziestu lat. I tak! Jestem szczęśliwa.

3. Potrafię słuchać kilkanaście razy pod rząd jednej piosenki bez znudzenia.

4. Przez 8 miesięcy mieszkałam i pracowałam w Londynie.

5. Skończyłam liceum dziennikarskie i nie poszłam dalej na studia.

6. Nie potrafię utrzymać porządku w szafie. Trwa góra trzy dni.

7. Kiedyś dużo pisałam wierszy, a nawet zaliczyłam jedno poważne opowiadanie.

8. Zarzekałam się, że nigdy nie zafarbuję włosów. W listopadzie 2013 roku uległam.

9. Nie lubię sprawiać ludziom przykrości i rzadko to robię, często kosztem siebie. A kiedy już, to ciężko mi się odnaleźć w sytuacji.

10. Chciałabym mieszkać w Polsce, blisko rodziny.

Wieczorem poczytam o Waszych małych tajemnicach, a tymczasem miłego dnia!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 15 września 2014

1 - Wśród świeżo skoszonej trawy.

Jest tak zielono, że brakuje tylko zapachu świeżo skoszonej trawy, by poczuć się jak nie Tu. Nie Tu - wśród miękkich biało brązowych poduszek, kolekcji kaktusów R, bambusa i niskiego stolika, na którym tak miło oprzeć gołe stopy w czerwieni paznokci. Rytuał rannego wstawania, robienia cappuccino i zakopywania się pod cienkim kocem. Ciężkość laptopa na kolanach. Jego ciepło i ciche buczenie przy włączaniu. Rusza powoli dzień.


Zaczęło się kiedy byłam w ciąży. Zainspirowana jednym blogiem pomyślałam "może i ja bym tak...?". Pomysł zakiełkował i klapł już kompletnie, kiedy przy okazji bezsennej nocy stworzył się w głowie post. Zielona kanapa w salonie. Laptop na kolanach koniecznie. Postawa niezbyt wyprostowana. Tak z brzuszkiem zaczęło się kreatywne myślenie. Wkraczanie na salony blogosfery. Na zielonej kanapie wlaśnie. I trwało bez przerwy aż do porodu.

Teraz ciężko mi zasiąść do laptopa z racji, że nie jest całkowicie sprawny. Poza tym posty "poporodowe" zmuszone są tworzyć się wtedy kiedy Jakubko na to pozwala, czyli najczęściej wcześnie rano. Na szczęście jeszcze są telefony. Moje miejsce zatem się zmieniło. I pewnie będzie zmieniać wiele razy. Jednak chcę być Tu. Nawet jakby świeżo skoszona trawa miałaby być wymysłem bez udziału zieloności. Wystarczy zamknąć na chwilę oczy, wsłuchać się w dwa ukochane uśmiechy i być. Nie Tu.



Ruszyło kolejne wyzwanie blogowe u Uli. Jako świeżo upieczona matka nie wiem, czy uda mi się w nim w pełni uczestniczyć, ale się postaram :) niemniej Was serdecznie zapraszam do wzięcia udziału!
Czytaj dalej »

sobota, 13 września 2014

2 TO - marudnie, w paski i zawrotnie szybko.

Wczoraj siedzimy z R, Kuba między nami i stwierdziliśmy, że trzeba jakoś spowolnić ten czas, bo zanim się obejrzymy, to nasz synek będzie miał pół roku, rok, a my przeoczymy coś ważnego! Taak... żeby też dało radę cokolwiek przeoczyć, jak się w niego tak wpatruje. No i poza tym - jak właściwie spowolnić ten czas?

W drugim Tygodniu Okruszka mieliśmy sporo załatwiania spraw najważniejszych, czyt. meldowanie Kuby i ogólnie pojęte dotacje na mnie i na dziecko, i nawet nie zauważyłam, że to już piątek. Rano po karmieniu o 8 ubieraliśmy się wszyscy i hop, tak leciały godziny. O tyle dobrze, że Jakubko jest spokojny w wózku, a najbardziej na nierównościach. Dlatego dziś celebruję poranek, kiedy to po takim karmieniu wzięłam dłuugi gorący prysznic, położyłam się obok moich mężczyzn i piszę. Po prostu.

To w jakiś sposób dla mnie ważne. Być tu wciąż, choćby z jednym postem na tydzień. Obserwuję różne blogi i naprawdę niekiedy żałuję, że milkną zaraz po narodzinach dziecka. Co jest zrozumiałe jak najbardziej! Zwyczajnie tylko się tęskni. Co znów jest ciekawe - blogosfera ma swoje indywidualne klimaty, których nie da się z niczym porównać. A Wy? Macie swoje umilkłe blogi? Zastanawiacie się, jak to będzie po porodzie?

Przechodząc do tytułu posta:

Kuba w tym tygodniu dużo marudził. Szczególnie popołudniami. Prężył się, wyginał, płakał, a pomagało tylko bujanie na rękach. I trochę też okłady na brzuszek. Zastanawiam się czy to ja może coś zjadłam co mu nie spasowało? No i jak budził się co trzy godziny w nocy, tak dziś np. ledwie co dwie. A o 5 godzinę się uspokajaliśmy i dostawialiśmy do piersi. Jak długo jeszcze?

Zauważyłam również, że Jakubko ma pełno ciuszków w paski. Śmiechem skończyło się wczorajsze ubieranie, kiedy to niewiele myśląc wyciągnęłam mu ubranka i dopiero przy końcu dotarło do mnie, że ma na sobie body w paski, śpioszki w paski, a na deser... skarpetki w paski. Co nie zmienia faktu, że w paskach mu do twarzy :p


O czasie już pisałam na początku. Teraz powoli zwalniamy i mam nadzieję, że będzie jak najlepiej. Ach, wspominałam, że Okruszek waży 4115 i leżąc na brzuszku unosi wysoko głowę? Teściowa usłyszawszy tą nowinę od razu powiedziała, że mamy mu nie pozwalać, bo za mały jest. Ale że jak. Mam mu tą głowę taśmą przykleić?


No dobrze. Kładę się jeszcze na chwilkę, poprzytulam. Jakubek się śmieje na głos! To jest takie komiczne, że aż mi się chce śmiać:p nie mogę się doczekać świadomych uśmiechów. :)

Samych przyjemności dla Was!
Czytaj dalej »

środa, 10 września 2014

Nierozpoznanie.

Maluję oczy, pośpiesznie, bo choć R zajmuje się Kubą, to umysł matki ma zakodowane "szybko szybko, zaraz zgłodnieje, musisz go nakarmić". Żadne gadanie, uspokajanie, nawet przez samą siebie tutaj nie pomoże. Zakodowane i już.

Jednak w przerwie między jednym, a drugim okiem dłoń opada, a wzrok kieruje się kilkanaście centymetrów niżej. Mój biust. Nie poznaję swojego biustu. Nie poznaję swojej reszty ciała. Biust, odkąd narodził się mój synek, żyje własnym rytmem. Pierwszy raz to odczułam, kiedy obudziłam się w nocy z przemoczoną bluzką, a ściągając ją mleko kapało mi na brzuch. Od tamtego czasu biust jest ogromny, biust ładnie się prezentuje, ale jest jakby nie mój. A czasem nawet boli.

Niżej patrzę na moją poszerzoną talię, na delikatne boczki i odznaczający się brzuch. Wiem, że potrzeba czasu, by wszystko wróciło do normy, potrzeba też moich starań, że to normalna kolej rzeczy, jednak mimo wszystko raz na dzień jest to spojrzenie w lustro i zdziwienie. Nierozpoznanie. Czy to moje ciało?

Dni mijają zawrotnie. Nie wiem co nazywać już dniem, co jeszcze nocą. Jesteśmy w domu z R, który nie pracuje i naprawdę podziwiam kobiety samotne i te "samotne", czyli takie które większość dnia spędzają bez męża. Od dwóch dni Jakubko jest niespokojny, pręży się, je na raty i co chwilę wygina buźkę. Ale kiedy już myślę, że jest bardzo ciężko, że moje wykończenie sięga granic uspokaja się i uśmiecha. A mi się płakać chce ze wzruszenia. Bo jest taki śliczny. Taki kochany. Taki nasz.


A czytamy sobie tak;



Czytaj dalej »

niedziela, 7 września 2014

1 TO - czyli co u nas słychać.

Dzień dobry!

Naprawdę nie mogę uwierzyć, że minął już tydzień. Tydzień. Całe siedem dumnych dni. Tym samym też chciałabym rozpocząć cykl TO - Tygodni Okruszkowych. I choć nie wiem, czy będę w nich do końca wytrwała, czy czas mi pozwoli, to chciałabym choć w przybliżeniu zapamiętywać tutaj nasze wspólne chwile. Tak łatwo idzie zapomnieć o niektórych rzeczach...

Zatem jak nam minął ten tydzień? Na początku oczywiscie nie było łatwo. Cała nasza trójka musiała nauczyć się siebie, wpaść w pewien rytm. Szczególnie, że mieliśmy na początku problemy z karmieniem, cały porodowy piątek mały praktycznie nic nie zjadł. W sobotę byłam już serio zmartwiona choć pielęgniarki uspokajały mnie, że tak może być, że to całkiem normalne. Kuba marudził, zjadł trochę i koniec. Był bardzo niespokojny, podwójnie, bo zapewne wyczuwał też mój niepokój. W niedzielę stanęło na butelce, a ja od 7, co trzy godziny odciągałam pokarm. O 22 dostawiliśmy się ponownie - z powodzeniem! Musiałam po prostu rozkręcić sobie laktację. Teraz karmimy się powoli co trzy godziny, Jakubko najadą się i widać, że jest szczęśliwy :)

Mamy też za sobą pierwsze kąpanie, pierwsze obsikanie i upapranie się aż po pachy. Drogie mamy - czy Wasi malcy też praktycznie za każdym przebieraniem moczą wszystko wkoło? Mamę, tatę, ciocię, lekarkę, położną, podłogę, ścianę, łóżko, siebie samego?

Okruszek zaczyna również coraz więcej obserwować. Pierwsze dni owszem większość jadł i spał, ale teraz przynajmniej trzy cztery godziny dziennie po prostu ma oczy szeroko otwarte i patrzy. Uwielbiamy te momenty. Rano aż miło, kiedy od 8 można z nim "pogadać" :)


Ponadto dopadło nas odparzenie, już powoli opanowane, wizyta u lekarza, spacery. A spacery nasz Okruszek wręcz uwielbia! Och. Ja cały czas tu okruszkuję, a Kuba przecież waży już 3970! Była dziś położna i z nami wszystko w porządku. Zarówno z olewającym wagę Jakubkiem, jak i ze mną. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej :)


Postanowiłam także, że TO będzie czarnobiałe. Takie jedyne, wyjątkowe posty.

Mam nadzieję, że do rychłego napisania! Ach, gdzie ten czas, kiedy miało się czas nawet na dwa posty dziennie :)
Czytaj dalej »

środa, 3 września 2014

Dlaczego poszłam w środę, a wróciłam w poniedziałek.

Pamiętacie, jak miałam mieć kontrolę w tamtym tygodniu w środę? No i miałam, wszystko po staremu, szyjki brak, ale rozwarcie jedynie na palec. Zatem czekać na skurcze, które powinny wystąpić po masażu szyjki, a jak nie to widzimy sie w piątek, a w sobotę wywoływanie porodu. Które tak czy tak się odbyło, ale trochę wcześniej ;).

Pierwszy mocniejszy skurcz trafił mi się o 16:52. O 19, po zmianach pozycji i ciepłej kąpieli postanowiliśmy - idziemy do szpitala. A tam... tam dalej rozwarcie na palec, może dwa i pytanie czy chcę zostać na oddziale, czy wrócić znów, kiedy wzmocni się częstotliwość albo siła. Zostałam. I dobrze, bo o trzeciej rano już nie było tak przyjemnie i dostałam kroplówkę. Skurcze złagodniały.

Czwartek - 12:30 Ktg, rozwarcie na 3 cm, co pięć minut spięcie, bo boli, każą czekać. 16:45 bez zmian, może jedynie siła większa. Tabletki do ssania, czopki i olejek do brzucha (pierwszy raz wtedy się z tym spotkałam). Cytując moje cudowne zapiski ze szpitala: "Mega ból, nie chcem rodziać". Dalej o 23 kroplówka na uśmierzenie bólu, sen. O 2 w nocy jednak przestała działać, a na kolejną nie reagowałam.

O 5 pada decyzja - znieczulenie PTD. Po nim pospałam do prawie 8, zjadłam śniadanie, czułam się świetnie, widząc skurcze na Ktg, ale w ogóle ich nie czując. Niestety, rozwarcie nie postępowało zatrzymawszy się na 4 cm, mimo kroplówek. W międzyczasie serce Kuby wariowało znikając, to spadając nawet do 36. Przychodziła lekarka, potem kolejna. W tamtych momentach zaciskałam zęby i błagałam Okruszka, by dał spokój i nas tak niepokoił. Chodziłam po korytarzu, jednak było mi słabo, wisiałam na szarfie przyczepionej do sufitu i ruszałam biodrami, było mi niedobrze, zwymiotowałam samym płynem, a potem poczułam energię i przy muzyce tańcowałam R. który miał niezły ubaw ze mnie. Wtedy, tak około 12 poszedł do domu coś zjeść. Zaraz po tym zaczęłam czuć parcie, rozwarcie skoczyło momentalnie do 9 cm, R. przybiegł w dziesięć minut, godzinę potem Kubuś leżał mi już na brzuchu.

Tak naprawdę większa akcja zamknęła się właśnie na tamtej godzinie. Na tym, że nie potrafiłam odpowiednio przeć, że mimo tego co mówiły mi położne i R. krzyczałam, zamiast porządnie się zapierać. Pewnie gdybym od początku parła tak, jak przy końcu urodziłabym wcześniej. Krzyczałam, że nie chcę, że już nie dam rady, ale to było takie głupie. Zaparłam się dopiero wtedy, gdy R. powiedział mi, że jeśli nie będę parła odpowiednio, to za chwilę będą musieli mi Kubę wyciągnąć bez mojej pomocy. Jedna położna uciskała mi również na brzuch, co było bardzo pomocne.

Kiedy dziś o tym myślę pojawiają się łzy wzruszenia, bo już nie pamiętam bólu, jedynie ten moment, kiedy przeszła główka, reszta ciałka, osobna nóżka. Pamiętam dokładnie, kiedy położyli mi to drobne ciałko na brzuchu i jego płacz, mój krzyk niedowierzania i radości. Tego zapomnieć się nie da.

A dziś jest już środa. Dziś minął piąty dzień Okruszka. Zaraz piątek i będzie miał dumny tydzień! Jestem lekko niewyspana, zakochana, czasem baby blues daje o sobie znać, ale kocham mojego synka nad życie. I kocham R. Powoli uczymy się siebie nawzajem, są chwile cięższe, ale wszystkiego się nie zdobędzie na jednym razem. Na razie niech chwila po prostu trwa :)


Ściskam Was serdecznie!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 1 września 2014

Dzień dobry.

Dziś się jedynie chcemy przedstawić. Wiadomo - wraca się do domu i nagle wszystko jest takie inne, nowe, jaśniejsze. Trzeba przestawić się, nauczyć, wypracować, odpocząć. Zatem dziś Jakubko jedynie powie dzień dobry, a o tym

dlaczego spędziłam w szpitalu pięć dni, jak przebiegła cała akcja i dlaczego Okruszek jest przeuroczym wielce małym chłopcem w kolejnych odsłonach ;)


Jakub Sebastian
ur. 29 sierpnia 2014 godz. 13:47
waga: 3880 g długość: 56 cm




Czytaj dalej »