Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój Okruszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój Okruszka. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 kwietnia 2017

31 miesiąc życia Jakubka

Kolejny miesiąc za nami. Marudziłam przy styczniu, by jak najszybciej skończyła się zima, a tu już od długiego czasu mamy wiosnę, która zahacza nawet o letnie słońce. Kiedy zaczyna swędzieć mnie skóra, to znak, że jest już naprawdę ciepło. Jak to w ostatnim czasie bywa, nie obyło się bez chorowitego tygodnia, ale na szczęście udało nam się wyleczyć domowymi sposobami. Jakub dzielnie pił syrop z cebuli i raz dwa stanął na nogi. Niestety złapało również Leona, a potem mnie. Cały tydzień nie mogłam się odchorować. Moje gardło czuło się, jak w reklamie Cholinexu, w którym bandyci zarazki urządzają sobie w nim imprezę. Jednak wraz z pierwszym dniem kwietnia wszystko nabrało kolorów i teraz tylko korzystamy z pięknej pogody i wyczekujemy wyjazdu do Polski, który ma mieć miejsce końcem maja. A więc teraz tylko - oby do maja!

Tymczasem codziennie zaliczamy spacery, place zabaw, rower, lody. Uwielbiam tę porę roku. I Jakub jakoś się ożywił. Ciężko go utrzymać w jednym miejscu. Ciągle coś musi się dziać. Kiedy chce wyjść jest pokazywanie na okno i kom kom tam bez końca. Aż w końcu jest i płacz, bo przecież "za 10 minut, mama musi się ubrać", "Leon musi wstać" jest  takie tragicznie odległe. Ubiera sobie buty, mimo, że jest jeszcze w piżamie, okulary, czapkę i już jest gotowy do wyjścia. Potrafi też zawodzić nad zegarkiem, którego nie może znaleźć, a koniecznie musi go założyć i nad bluzką, że to nie ta, nie na ten dzień. Ostatnio byliśmy kupować mu buty i tu się dopiero zaczyna katastrofa. Myślałam, że jeszcze mamy czas na takie ekscesy, ale mocno się przeliczyłam. Bo Jakub musi mieć buty z motywem auta. Musi i już. Przymierzał ładne, klasyczne półbuty, lekkie adidasy, pasujące do większości rzeczy, ale co tam! To musi być krzykliwa czerwień z autem w kolorze kameleona. Dobrze, że nie było rozmiarów, bo już zaczynałam ulegać :D Uległ na szczęście w końcu sam zainteresowany i wybrał sobie czarne niekrzykliwe slippery z czarnym logo batmana. Bo super hero też są spoko. Uff.




 Chłopak nam dorośleje. Jakiś taki bardziej myślący się robi, zamyślony. Coraz więcej kombinuje i cwaniakuje. Ostatnio wyłożyłam dla nas talerze na stół, chcąc nałożyć obiad i wyszłam tylko na chwilę z kuchni. Jakub je porozkładał, tak jak siedzimy. Dla Leona, dla mamy, taty i siebie. A potem dostawił sztućce i był bardzo z siebie dumny. Robi rzeczy, których się nie spodziewamy. Podbiega do brata i klepie go po plecach, gdy ten kaszle, bawi się sam, w skupieniu, odgrywa małe scenki. Tworzy wspaniałe budowle z piasku. Strojniś z niego ogromny. A jaki tancerz! Kładzie ręce na biodrach i kiwa się na boki. Obkręca, przewraca, wymachuje dłońmi. Jest czasem tak kochany, przytulaśny i całuśny, że mam ochotę go schrupać, wytulić tak mocno, aż wsiąknie we mnie. Z drugiej strony ma mocny charakter i znów wróciło do nas popychanie i bicie młodszego brata. Znów wierzę, że to przejściowy stan. Muszą po prostu nauczyć się być ze sobą, obok siebie. My musimy ich nauczyć. Będzie dobrze!







Czytaj dalej »

wtorek, 7 marca 2017

30 miesiąc życia Jakubka

Jakub skończył dwa i pół roku. Miesiące miesiącami, ale jednak to pełne pół robi już swoje. Znów piszę do Ciebie z opóźnieniem, wiem. Znów nic poza moimi chłopcami, choć wiem, jak lubisz o nich czytać. Gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj. Jestem jednak świadoma, że to za mało. I w najbliższym czasie chcę to zmienić. Teraz jednak nie o tym. Czas na podsumowanie ostatniego miesiąca w rozwoju małego chłopca.


Na początek kilka suchych faktów. Jakub nosi rozmiar 98/104 i buciki dwudziestki piątki. Bez problemów korzysta z nocnika i toalety z nakładką, również na zewnątrz potrafi powstrzymać się i poczekać, aż dojdziemy do najbliższej toalety. Sam się rozbiera, ćwiczy samodzielne ubieranie.  Lubi sobie pospać. W końcu!  Kiedy sobie przypomnę jego pobudki o piątej robi mi się słabo. Teraz kiedy wstanie o siódmej,  to jest to dla nas wcześnie. Doczekałam się. Często kilka sekund po wstaniu jest już głodny. Ciężko go na wieczór położyć wcześnie spać.  Szczególnie,  kiedy zaskoczy nas popołudniową drzemką o szesnastej.  Nie śpi u siebie w pokoju, a mi jakoś ciężko go znów do tego przekonać w kwestii jeszcze dość częstych pobudek jego młodszego brata. Na razie śpi w salonie. Już wolę to, niż by miał w naszym łóżku.

Ostatni miesiąc w większości spędziliśmy na urlopie u siostry R. na wsi. Jakub miał mega frajdę, w pierwszych dniach trafiliśmy na zimę, więc mógł porzucać się śniegiem, poślizgać, widać było, że jest zaskoczony i szczęśliwy. Chciałabym, żeby w przyszłym roku posmakowali śniegu po kolana, sanek, lepienia bałwana i łyżw. Wtedy porządnie się na to przygotujemy, bo tym razem zamiast zimowych butów były jedynie ocieplane adidasy :D na szczęście pogoda zrobiła nam niespodziankę i już po trzech dniach wyszło piękne słońce, a śnieg i lód zaczęły odtajać.






Podczas tego wypadu mogliśmy zobaczyć, jak dobrze dogaduje się ze swoim starszym kuzynem, kiedy byliśmy w sali zabaw dla dzieci znikał nam nawet z oczu i mogliśmy spokojnie wypić kawę. Jakie to miłe było, kiedy nie ciągnął nas co chwilę za rękę, Taki samodzielny i dzielny się zrobił ten nasz chłopiec. Rozdawał buziaki dookoła, przytulał, nie trzymał się nas tak kurczowo. Mimo wszystko jednak wciąż miał oko na Leona. Kiedy coś dostawał, od razu pokazywał na niego, by jemu też dać. A jaką radość miał, gdy ten zaczął raczkować i był wszędzie za nim. Teraz co prawda czasem się o to wkurza, szczególnie, kiedy Leon goni go, by zabrać mu zabawki :D ale jakoś daje sobie z tym radę. Ogromną radość sprawiła mu również podróż pociągiem. Uwielbia pociągi. Podróż ta co prawda miała swoje minusy, bo w jedną stronę mieliśmy dodatkową przesiadkę z powodu zepsutego wagonu i zgubiliśmy nosidło, a w drugą Jakub dał nam popis swoich histerii, ale już o tym nawet nie pamiętamy i wiemy, że jeśli jeszcze będziemy mieli okazję tak podróżować, chętnie z niej skorzystamy.



Nadal mówi niewiele. Porozumiewa się z nami kilkoma słowami, zwierzęta oprócz "ptaka" wszystkie nazywane są odgłosami, tak samo jak pojazdy. Czekamy. Czekamy na otworzenie się i wylew zdań. Wiem, że kiedyś będziemy czasem tęsknić do tej małomówności. Na tapecie są również różni superbohaterowie. Jakub co prawda nie ogląda takich bajek, ale wystarczyły dwa tygodnie u starszego kuzyna i jego maski, by teraz nosił bluzki Supermena z powiewającymi pelerynami i strzelał z rąk pajęczyną, jak Spiderman. Jest przy tym strasznie rozbrajający.



Czasem jest taki nad wyraz dorosły. Na szczęście jeszcze nie stroni od przytulania i robi to bardzo chętnie. Gdy pytamy go czy kocha, od razu podbiega, przytula, głaszcze po głowie i całuje. Potrafi chwycić Leona za polika i złożyć na jego czole soczystego buziaka. Bardzo krótko jest nieśmiały przy nowo poznanych osobach. Wystarczy chwila, by się przyzwyczaił. Jest naprawdę bardzo otwartym chłopcem, a przy tym jego wrażliwość jest wciąż widoczna i odczuwalna. Już się nie mogę doczekać kolejnych miesięcy, wiosny, lata, biegania za piłką, wspólnych pikników. Odkrywania każdego dnia. To będzie bardzo dobry czas!

A czym Ciebie zaskoczyło ostatnio dziecię? 


Czytaj dalej »

środa, 8 lutego 2017

29 miesiąc życia Jakubka

W piątek jedziemy do siostry R. do małego miasteczka (chyba nawet wioski) koło Lipska. Jedziemy pociągiem. Z jedną przesiadką w Hanower. Około sześć godzin, które pokażą mi, jak bardzo odważni jesteśmy :D Dwie walizki, dwoje dzieci - Młodsze ząbkujące, drugie w kryzysie, jedno nosidło i jedna spacerówka. Będziecie trzymać kciuki, prawda?

Mimo wszystko jestem dobrej myśli. Jakub uwielbia pociągi. Stacyjkowo jest przyjmowane zawsze z piskiem radości, a odkąd ma Brunka i Koko w zabawkach (bohaterowie bajki), to już w ogóle. Nasze miastowe tramwaje również są ciuchciuch'ami. W ostatnim miesiącu hitem stała się również ciastolina i książeczki. Wcześniej notorycznie zamykał je, kiedy chcieliśmy mu czytać, a teraz potrafi wysłuchać całość. Muszą to być jednak książki wpadające mu w oko. Zgadnijcie jaka jest ulubiona? Samochodzik Franek i... pociągi! W ciągłym użyciu jest również Kicia kocia poznaje strażaka. Wszelkie "ijoijo" także są ukochane. A ciastolina, to jak ciastolina, jak można za nią nie przepadać? Kuba ciągle wałkuje, wycina, tworzy zwierzątka. W końcu stolik w jego pokoju na coś się przydał.


Kuba wpadł również w fazę pozowania do zdjęć. Kiedy ciocia Aga wyciągnęła lustrzankę i zaczęła robić mu zdjęcia przepadł! No w szoku byłam. Bo kiedy widzi telefon, to robi jedno - szeroko się uśmiecha, mówiąc przy tym "iiii", ale notorycznie patrzy gdzieś w bok, zobaczysz na kolejnych zdjęciach! A na tych dwóch następnych i na wielu innych z tego dnia zachowywał się, jak prawdziwy model. Chyba będziemy musieli zainwestować w lepszy sprzęt. (Tak, tak kochanie!)



Zrobiło się u nas na tyle ciepło, że ukochany motor wrócił do łask. Przyznam, że dziwnie było nam ostatnio z R. kiedy Kuba tak jechał, Leo w nosidle, a my mogliśmy się trzymać za rękę. No, jak nowożeńcy no Oo. A tak już bardziej serio - zawsze coś uniemożliwia, najczęściej wózek. Wiosno przyszłaś, zostań już na dobre! A! I wygoń ten ostatni deszcz. Przy nim kiepsko o przyjemne spacery. Choć przynajmniej przypomina, że trzeba będzie zakupić nowe kalosze. I to pewnie razy dwa.





Jakubek powtarza coraz więcej słów, sam się rozbiera i nauczył ubierać sobie buty. Jest bardzo samodzielny i pozwalamy mu, żeby wiele rzeczy robił sam, choć niekiedy jest to nie po drodze z naszym czasem i cierpliwością. Na szczęście mamy nisko włączniki światła, w toalecie podest i już to na przykład, odciążyło nas z chodzenia z nim do łazienki, by umyć ręce. Jest bardzo żywiołowym dzieckiem. Bardzo. Ma mocny charakter. Ale łatwo też wyprowadzić go z równowagi. Jeśli jest radosny, to na maksa, jeśli zły... to tak razy trzy. Ostatnio przechodzi też jakiś kryzys, bo wybucha płaczem o drobnostki, wciąż coś jest nie tak, jeśli coś mu się nie uda - krzyk, jeśli mu pomożemy - krzyk. Trzeba się z nim obchodzić, jak z jajkiem, a i tak mimo wszystko zaliczamy wpadki. Na szczęście po takich histeriach szybko opada dym i można znów ujrzeć ten uśmiech.




Jak wygląda jego stosunek do młodszego brata? Jest coraz lepiej. Zdaje się, że Jakub zauważa w Leonie coraz więcej z chłopczyka równego sobie, niż małego dzidziusia. Czasem ciągnie go za rękę, jakby chciał z nim iść prosto w świat. Więcej również się dzieli, więcej przytula i całuje. Dobrze nam jest. I już nie mogę się doczekać piątku, szwagierka ma ośmioletniego synka, jestem ciekawa, jak będą się dogadywać.





Czytaj dalej »

niedziela, 8 stycznia 2017

28 miesiąc życia Jakubka

Co prawda oficjalnie leci już dwudziesty dziewiąty miesiąc, ale bez zaległości się nie obyło, niestety. Mam nadzieję, że kolejny miesiąc przyniesie nam regularność. I co więcej - zdrowie. Na początku grudnia walczyliśmy z zarazkami i w styczniu przeżywam jakby deja vu. Tylko tym razem podwójnie, bo zaatakowało oskrzela. Walczymy jednak, trochę aptekowo, trochę naturalnie i powoli widać poprawę. Jakub jest dzielnym pacjentem, pali się do mierzenia temperatury i picia syropów, co dla mnie jest wyjęte z kosmosu :) Niestety jego młodszy brat się zaraził, więc sama/sam widzisz. Mamy u siebie domowy szpital.



Wróćmy jednak do grudnia. W grudniu Jakub zaskoczył nas kilkoma rzeczami. Po pierwsze - zaczął gadać. Co prawda nie są to wyraźne słowa, które konkretnie coś oznaczają, ale mówi. Mówi dużo do siebie, w trakcie zabawy, udając, że dzwoni. Jego jaa, haloo? za każdym razem topi moje serce. Nauczył się mówić bejbi i teraz mówi tak nawet na kuzynów, którzy są dużo starsi od niego. Nadal zamiast krowy jest buu, zamiast kota miaał, a małpa i banan, to uhuhu. Baaardzo dużo pokazuje. Pokazuje co chce, porozumiewa się z nami za pomocą dźwięków i zrozumiałych dla nas fraz. Czasem reagujemy instynktownie. Jest bardzo wylewny jeśli chodzi o uczucia. Uwielbia kochać, głaskać, dawać buziaki. Przytulas z niego mały. Z drugiej jednak strony jest bardzo samodzielny. Przyszedł etap "ja sam" i powiem Ci jedno - trzeba przy tym dużo cierpliwości. Ten miesiąc nauczył mnie, żeby pytać. Kiedy chcę go ubrać, pytam, czy zrobi to sam. Odpowiedź zawsze jest jedna. Kiedy coś mu nie wychodzi nie pcham się, by zrobić to za niego. Pytam czy pomóc. Czasem nawet kilka razy. Musi sam zrozumieć, że jednak potrzebuje wsparcia, wtedy chętnie o nie prosi i obywamy się bez krzyku i płaczu. Potrafi już sam się rozebrać, ćwiczymy nad ubieraniem się. Na wiosnę na pewno będzie to łatwiejsze.

Po drugie - rozpoznaje kolory. Jeszcze ich co prawda nie nazywa, choć kilka razy zdarzyło mu się wskazać i powiedzieć gelb (żółty), ale zna kolory i potrafi tworzyć kolorystyczne grupy. A zaczęło się od nowych zabawek. Wystarczyły łódki i pinezki.



W grudniu byliśmy również na basenie, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Świetnie się bawiliśmy i po raz kolejny stwierdziliśmy, że powinniśmy wybierać się częściej, przynajmniej raz w miesiącu. Teraz niestety blokują nas wirusy, ale mam nadzieję, że uda się końcem miesiąca.



Po trzecie - na dobre pożegnaliśmy się z pieluchomajtkami. Jeszcze niedawno używaliśmy ich na wyjścia, ale było to już bezsensowne, bo Kuba i tak czekał na przyjście do domu i korzystał z nocnika. Dotychczas zdarzyła nam się tylko jedna wpadka. I to kilkanaście metrów od domu, jednak winna była temu histeria. Jaki to był koszmar! Ja z Leonem w nosidle i Jakub, któremu nie pozwolono obsłużyć się samemu w sklepie, wybudzony, po minucie drzemki. Całą drogę krzyk i glut po kolana, uciekanie na ulicę. Cieszyłam się, że histerie mamy za sobą, ale chyba zwyczajnie nie miała pola do popisu. Wszystko jest jednak po coś. Ta sytuacja nauczyła mnie, by nie ruszać śpiącego lwiątka. Choćby nie wiem co.

Poza tym u nas wciąż trwa mini impreza. Jakub uwielbia tańczyć. Biegnie nawet do nas i krzyczy "jjiiii", co oznacza, żeby włączyć mu muzykę. Kiedy tylko usłyszy rytm rusza w tany. Ma również swoje dwie ulubione reklamy. Kiedy usłyszy pierwsze sekundy Krakowskiej i "nawet gdy jest cienko, to jest grubo" rzuca wszystko i zaczyna swoje kręciołki. Z kolei przy reklamie kawy Lavazza pochyla się, wypina pupę i kręci nią. Podpatrzył u mamy :D

Nadal lubi wszelkiego rodzaju auta i majsterkowanie.


 A najlepsze wygłupy są z najwspanialszym tatą. A jakże!





Jest przekochany. I choć czasem mam/mamy ochotę wysadzić się w kosmos, to kochamy go całym sercem i topnieje nam wszystko, nie tylko serce, kiedy widzimy, jak podchodzi do młodszego brata, podtrzymuje mu picie, głaszcze po główce i daje buziaka, a kiedy ten zabiera mu zabawki, woła "niuniu". Na szczęście bicie i popychanie się skończyło, ale o tym kiedy indziej.

Dobrego dnia!




Czytaj dalej »

wtorek, 6 grudnia 2016

27 miesiąc życia Jakubka

Jakub mając dwa latka i trzy miesiące jest Jakubem bardzo rezolutnym. Sprytnym. Niekiedy nawet cwanym. Nadal ma swoje fochy, foszki, histerie, ale już mniej. Kiedy wspomnę jego rzucanie się na podłogę i krzyki, to naprawdę widzę, jaki zrobił postęp. Jest dużo bardziej wyciszony. Choć, jak coś mu się niepodoba, to daje o sobie znać. Jak śpi za długo, to wymyśla i marudzi, po drzemce również krzyk i tulenie się. R. jednak uważa, że to moja wina, bo jak on z nim zostaje sam, to nie ma mazania się. A jak tylko wracam, to trzyma się mojej „spódnicy” :D

Nadal niewiele mówi, jednak z tych słów, których się nauczył stara się tworzyć zdania. Kiedy chce nam coś pokazać lub się bawić woła „mama tata kom”. Kiedy Leo się przechyli do tyłu: „mama kom Leo ała”. Nie powie „pociąg”, powie „ciuchciuch”. Auto, to „brum”, motor, to „mghr” (odgłos:p). Najnowszym odkryciem jest „kółko”. Czasem wymknie mu się „ślupka” (śrubka). Ostatnio ciągle mnie zamęczał dwoma autkami, którym można odkręcić kółka i w ogóle rozebrać je na więcej części. Ja miałam śrubokrętem odkręcać, a on rozkładał. A potem je skręcaliśmy. I tak nawet kilka razy pod rząd. Nową zabawą okazała się również drewniana kolejna i małe autka. A tamtotygodniowym hitem skrzynka na narzędzia, dopełnienie warsztatu. Bo przecież tata ma skrzynkę, to synek też musi mieć :) chłopiec z niego pełną parą! Autka, motor, naprawianie. Potrafi postawić motor do góry nogami i coś tam niby przykręcać. Wchodzi nawet pod stół i też coś grzebie.





Odkąd nauczył się przesuwać krzesła w kuchni wszędzie go tam pełno. Kiedy gotuję muszę mieć oczy dookoła głowy, żeby nagle nie wspiął się i nie dotknął gorących garnków. Na ile pozwala na to czas i możliwości pozwalam mu stać obok siebie i obserwować, a nawet i uczestniczyć w przyrządzaniu obiadu, czy innych posiłków.



A potem czas na jedzenie, wszyscy w czwórkę lub kiedy R. jest w pracy Leo i Kuba naprzeciwko siebie, ja i mali przyjaciele. Oprócz aut miłością Jakuba jest Psi patrol. Stał się u nas bardzo popularny, więc o gadżety z motywem nie jest trudno. Chłopiec, nie rozstaje się z czapką nawet w domu, niekiedy zakłada ją po prostu do zabawy. Taki pocieszny przy tym jest!

Szczerze, to nie mogę się doczekać kolejnych miesięcy. Jak do niedawna niewiele się działo, tak teraz robi się coraz ciekawiej. I coraz bardziej słodko. Szczególnie, gdy pytany, czy kocha odpowiada "tak", a na potwierdzenie mocno przytula i całuje. Oczywiście potrafi być też właśnie taki, jak na zdjęciu niżej :D niekiedy brakuje do niego sił, jednak miłość, która wciąż rośnie jest od tego znacznie silniejsza.






Tak się cieszę, że mogłam być tu dla Ciebie już drugi raz w tym tygodniu. Koniecznie napisz mi, jak Tobie minął ten dzień!



Czytaj dalej »

niedziela, 13 listopada 2016

Trzy miesiące

Trzy miesiące to niby tak niewiele. W całym życiu może się wydawać niczym. Jeśli jednak idzie o pierwsze lata życia dziecka, to jest to całkiem spory odcinek czasu. Tyle może się zmienić! Co ja mówię, to już w ciągu dnia dziecko moze zacząć chodzić chociażby. Nagle i niespodziewanie. Co prawda Leo jeszcze nie chodzi :D jednak półroczniak potrafi znacznie więcej od trzymiesięcznego brzdąca, o którym ostatnio pisałam. A szczególnie ten nasz Leo, który siedzi, stoi, czołga się, a niektóre ubranka na roczek są zwyczajnie za ciasne. I nie mowa tu tylko o szerokości. Serio! A Jakubek jaki wydoroślały. Zamiast pampersa lata w majtulkach, a nawet w mini bokserkach, w których wygląda po prostu rozkosznie. W dzień i w nocy. Przytula się, całuje. Całusy rozdaje nawet odwiedzanym znajomym. A jak w Polsce czarował. Wszyscy chcieli go sobie zostawić. Taki czaruś z niego.

Nasza przerwa wynikała z początku z braku czasu, a potem jak zostaliśmy odcięci od Internetu to już w ogóle mój zapał osłabł. W Polsce jednak nabrałam sił. Co więcej! Byłam zasypywana pytaniami, kiedy coś napiszę. Sama nie wiedziałam, że tyle znajomych nas czyta. No i jesteś jeszcze Ty! Miło Cię znów widzieć.

Nie będę opisywać co się działo w tych ostatnich miesiącach kiedy nas nie było. Byłoby tego zwyczajnie za dużo. Wspomnę jednak o dwóch największych zmianach.

Leo i marchewka


Leo swój pierwszy posiłek inny niż mleko zjadł już w Polsce. Miał wtedy 5,5 miesiąca. Były to małe próby, trochę ziemniaczka, trochę marchewki, pietruszka, brokuł, burak, dynia. Ciężko bylo wprowadzić jakiś stały rytm, bo wciąż byliśmy w ruchu. Praktycznie codziennie kursowaliśmy miedzy moim domem rodzinnym, a domem R. Dopiero teraz, jak już jestesmy u siebie wkradła się do nas harmonia. Kupiliśmy krzesełko do karmienia, Leo je bardzo polubił i polubił również... łyżeczkę. Mimo, że uwielbiam Blw, to postanowiłam zacząć jednak od niej, z jednego prostego powodu - Leo dopiero teraz zaczął siedzieć prosto i bez chwiania się na boki. W ramach Blw mamy za sobą śniadanie z chlebkiem pokrojonym w kostkę, kostki jaglane, pierogi z bananami i zwyczajne warzywka, choć tutaj był protest i Leo praktycznie nie zjadł nic. Na szczęście są na to sposoby. Następnego dnia powstały ryżowe kulki z warzywami. Leo ze smakiem je również kaszki i owoce. Pod koniec miesiąca zobaczymy również czy ma ciągutki do mięsa.



Jakubek i bez pieluchy życie

Mówiłam Ci już kiedyś, jak Starszy nie widzi życia bez pampersa? Kiedy tylko próbowaliśmy zostawić go bez niego był krzyk, kładzenie się na podłodze i unoszenie pupy. W sierpniu jeszcze odpuściłam. W kolejnym miesiącu postanowiłam zrobić kolejne podejście. Kupiłam zestaw majteczek z motywem robotów i to był strzał w dziesiątkę. Na początku oczywiście był opór, ale pokazałam Jakubkowi co jest narysowane na jego nowej bieliźnie udając przy tym pokazanego robota. Dźwiękowo wyszło mi coś w stylu "ia io" i od tamtego czasu tak też nazywają się majtulki.

Na poczatku było ciężko. Ileż ja się podłóg naścierałam! Wszędzie mi śmierdziało siuśkami. I jak wydawało się, że już jest dobrze, to przyszedł weekend, R. w domu przez cały dzień, zabawa, ekscytacja i znów siusianie pod siebie. Ale wyszliśmy z tego. W Polsce zakup nocnika był obowiązkowy. Kuba bez pampersa chodził i tam. Jednak dopiero po powrocie załapał tak bardzo, że pampers idzie w ruch jeszcze tylko przy wyjściach. W dzień nie mamy już mokrych wpadek, noce również zaczęły być czyste. Kuba albo przesypia na sucho albo woła mnie i siada na nocnik. Taka dumna jestem z niego! Mieliśmy też problemy z kupką, bo Kuba miał jakieś opory i robił ją tylko, jak miał na sobie pampersa, ale i z tym jakoś powoli wychodzimy na prostą i mamy małe sukcesy.


Jak więc widzisz naprawdę sporo się u nas zmieniło. Zmienił się też stosunek Jakubka do Leona. Wcześniej była ta zazdrość, o nas, o zabawki, ale od jakiegoś tygodnia są przytulasy, całusy, pokazywanie zabawek i "Leo" nie schodzący z ust. Bo w to, że Leonek uwielbia starszego brata nie da się wątpić. Non stop wodzi za nim wzrokiem i się do niego śmieje. Coś czuję, że chcąc powtarzać jego zachowania będzie się znacznie szybciej uczył. No spójrz na nich! Aż chce się mieć drugie co? :D



Nie wracam jeszcze na dobre, tak jakbym chciała, bo okazało się, że mamy zepsuty kontakt i dalej jesteśmy odcięci od sieci, ale postaram się być jak najczęściej. Choćby nawet bez zdjęć, bo na telefonie dodać się ich nie da. A tymczasem spokojnej niedzieli Tobie! Zostawiam Cię z kilkoma ujęciami z Polski i nie tylko ;)















Czytaj dalej »