wtorek, 19 stycznia 2016

Od Kuchni - ciasteczka owsiane




Składniki:

- 2 szklanki płatków owsianych
- 1,5 szklanki mąki pszennej
- 2 jajka
- 3/4 szklanki cukru
- 100 g roztopionego masła
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- rodzynki, posiekane orzechy, żurawina, migdały, słonecznik itp. a w wersji bardziej kalorycznej posiekana czekolada, do wyboru do koloru, wrzućcie to, na co macie ochotę, albo to co akurat zalega w szafkach :D razem ma być około 200 g (dla dokładnych) - 2, 3 duże garście, dla takich jak ja




1. Sposób wykonania jest najprostszym z możliwych - wszystkie składniki wymieszać w misce łyżką. Jeśli masa będzie bardzo gęsta, dosyć sypka i nie dająca się lepić dodać kilka łyżek mleka lub wody. Jeszcze się nie zdarzyło, bym nie dodała.

2. Piekarnik rozgrzać do 160 stopni. Nabierać ciasteczka łyżką i w dłoniach lepić małe kulki, rozpłaszczać i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec dwie blaszki na raz około 10 minut w piekarniku z termoobiegiem lub po jednej blaszce w takim bez, dwie minuty dłużej. Tak przynajmniej pisze w przepisie wyszukanym przez moją siostrę. Ja piekę jakoś zawsze dłużej. Warto je doglądać i jak spód ciastka zacznie delikatnie nabierać koloru można z czystym sumieniem wyciągnąć blaszkę. Raz zapomniałam o nich na ponad 15 minut i też było ok ;)

3. Ciastka przechowywane w słoiku lub puszce utrzymują miękkość i tam najlepiej je trzymać.

Smacznego!




Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Weekendowe Okruchy #5

Weekend jak zwykle minął za szybko. Sobotę spędziliśmy na porządkach, a potem po obiedzie, kiedy odetchnęliśmy wraz z minionym deszczem wyszliśmy na spacer. Aura ta nie trwała jednak długo, bo w międzyczasie złapała nas istna śnieżyca! W kilka sekund dosłownie. Czarne chmury, zacinający śnieg, folia niedająca się nałożyć na wózek i zawodzący Okruszek, to naprawdę kiepskie połączenie. Ostatecznie zamiast odprężającego spaceru mieliśmy bieg w stresie do domu. Zaraz przed nim przejaśniło się i mogło się wydawać, że poprzednia aura była tylko urojeniem. Taką zimę mamy właśnie u nas w Niemczech.

Jeszcze przed śnieżycą. Pierwszy raz w kombinezonie!
W niedzielę za to powitało nas więcej śniegu i pogoda na piątkę. Zmierzaliśmy jednak do określonego celu i nie było czasu na zabawy. Jakubek jedynie chwilę się przeszedł po białym chodniku usilnie patrząc pod nóżki i dziwiąc się, co to takiego to białe puchowe. Z powrotem spał, aż do domu, a potem już się nie chciało ruszać z ciepła, więc też za bardzo nie poznał co to śnieg. No nic. Może jeszcze odwiedzi nas na chwilę, mimo, że R. panicznie go od siebie odgania :D no ale pasowałoby mieć chociaż jedno zdjęcie, a ich po weekendzie brak. Kiedyś w ciągu jednego dnia potrafiłam zrobić kilkadziesiąt ujęć! Teraz jakoś nie ma czasu, nie myśli się, nie lata z telefonem, tylko robi, to co trzeba, a brak lepszego aparatu na pewno też ma na to wpływ. Poza tym... ileż zdjęć można robić w scenerii domowej :) wiosno przyjdź!


Poniżej szaleństwo Okruszka w postaci miłości do motocykli. Kiedy tylko widzi motorower taty lub jakikolwiek inny skuter, motocykl, ogólnie dwuślad z jego ust nie schodzi "bryyym bryym", pokazuje palcem i wyciąga ręce, by go tylko na nim posadzić. Potrafi już zatrąbić i dodać gazu. Pasja, której boję się w przyszłości ;p


Tak natomiast witamy dwudziesty siódmy tydzień ciąży z Brzuszkowym. Test na glukozę wyszedł dobrze, na dole wszystko w porządku, żadnych luzów i innych niepokojących objawów. Razem z  tym tygodniem zaczęłam odczuwać też coraz silniejsze skurcze przepowiadające. Niekiedy są one naprawdę denerwujące :) przypominają o tym, co się zdarzy już w kwietniu! Bo choć sam finał będzie na pewno piękny, to droga do niego niezbyt mi się podoba. Jak dobrze, że nie pamiętam dokładnie tego bólu. Byłoby na pewno ciężej :D 



W tym tygodniu pojawi się na Blogu kolejny przepis na ciastka, tym razem w zdrowszej wersji, idealnej na drugie śniadanie. Koniecznie nas obserwujcie!

A tymczasem miłego poniedziałku. 
Czytaj dalej »

środa, 13 stycznia 2016

Sto dni.

Nie sądziłam, że podczas drugiej ciąży będę miała tyle energii. Że będzie się ona znacznie różnić od Okruszkowej. A tu z pobudką o 4:30, z zabawą do 6 i niespokojnym snem do 8, już po południu umysł jaśnieje, pisze się Post. Nawet mimo niepogody, mimo deszczu cieknącego po oknach i wprawiającego w melancholijny nastrój.

Może to zasługa czekolady? Albo mierząc wyżej - mądrość organizmu? Mając już jedno dziecko, takiego piętnastomiesiączniaka chociażby, mega ruchliwego, potrzebującego uwagi zwyczajnie nie ma czasu na leniuchowanie, smęcenie, kręcenie się na kanapie, szukając wygodnej pozycji. Jest tyle do zrobienia! I nawet jeśli odrzuca się na bok wycieranie kurzy, czy odkurzanie (w końcu miotła też daje radę), to kuchnia zachowuje porządek z umytymi naczyniami, salon nie przypomina miejsca po tornadzie, a łazience wystarcza względne poukładanie kosmetyków i schowanie prania. Ważniejsze, że czołgamy się z Okruszkiem po podłodze zbierając piłki, leżymy na dywanie układając lego, czy stukamy młotkiem po czym się tylko da. A potem siłą go muszę zaganiać na drzemkę, bo przecież, jak uśnie później niż 13, to wieczorem nie da nam żyć. A wieczory tak dobrze mieć dla siebie i męża. Zatem przygaszam okna, kładę się obok małej małpki i śpiewam do stracenia oddechu Aaaa kotki dwa... Chłopiec leży na plecach, bawi się swoimi nogami i zaśmiewa, kiedy uchylam powieki, by sprawdzić, czy jego się zamykają. Ostatecznie przytulam go do siebie mrucząc (już) do ucha szaro bure obydwa. Zasypia.


W międzyczasie przestaje padać deszcz, zza kamienicy przebija się nawet nieśmiałe słońce. Popijam zimną już kawę, rozkładam się na naszej kanapie i buszuję w Internecie przeglądając oferty wyprawkowe. Powoli dochodzi do mnie, że zostało już tak niedużo czasu. Już połowa stycznia praktycznie. Nim się obejrzymy będzie mrugał do nas luty. Za nim w kolejce marzec i nasz kwietniowy termin. Pasowałoby powoli poprać ciuszki Brzuszkowego, poprasować i pochować do szafy. Przygotować jego kącik w naszej sypialni. Już się nie mogę go doczekać! Kącika. Brzuszkowego też ;p

A Brzuszkowy jest (czasem wręcz nieznośnie) ruchliwym dziecięciem. Kopie mnie naprawdę w każdej sytuacji. Najbardziej niekomfortowe staje się to, kiedy po prostu jesteśmy na zewnątrz i spacerujemy. Moje podrygi, podskoki i kulenie się musi nieźle wyglądać dla postronnych oczu :) Przypominam sobie ciążę z Okruszkiem i pod względem ruchliwości bardzo się różnią. Jakubka trzeba było wręcz namawiać do wygibasów. Brzuszkowy nie ma z nimi problemu. To niesamowite, jak każda ciąża może być inna. I każde dziecko przecież takie jest! Jestem ciekawa, jakie różnice będziemy zauważać już po porodzie. Bo takiej małej nieszkodliwej porównywarki nie da się uniknąć.


W piątek czeka nas wizyta u lekarki i pewnie test glukozy, bo jak nie teraz, to nie wiem już kiedy. Kończymy w końcu 26 tydzień ciąży. Już bliżej niż dalej. Przed nami trzeci trymestr. Ostatnia prosta. A kiedy przekroczymy magiczną trzydziestkę, to już w ogóle chyba nie będę mogła usiedzieć na jednym miejscu.


Jak Wasza środa? Może chociaż w Polsce bez deszczu?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Nauka samodzielnego spania - strach ma tylko wielkie oczy?

Jeśli dobrze pamiętacie od zawsze mieliśmy problem z usypianiem naszego chłopca. Kuba od początku spał z nami, a kiedy zaczęliśmy go kłaść do łóżeczka bez bujania się nie obchodziło. Akceptowaliśmy ten stan póki nie zaszłam w ciąże z Brzuszkowym. Nie dość, że z rosnącym brzuchem było coraz ciężej, to jeszcze nie wyobrażałam sobie przyszłości z dwójką dzieci i obecnym stanem. Na ogień poszły dzienne drzemki i wielki sukces! Kuba potrafił w dzień i na wieczór usnąć sam, bez bujania, a czasem nawet bez naszej obecności. Pozostawała kwestia nocnego uspokajania. Powoli wysiadałam z obolałymi piersiami, bo Kuba potrafił całą noc budzić się co chwilę, gryźć, ciągnąć...

Nie wysypiałam się. Nie chcieliśmy zaczynać oduczania podczas przeprowadzki, która i tak była wielkim przeżyciem, więc daliśmy Okruszkowi czas na oswojenie się z nowym miejscem. Aż w końcu nadszedł dzień, kiedy R. zabrał łóżeczko do jego pokoiku, by usnął tam na dzień. Poszło jak zwykle bez problemu. A wieczorem (na szczęście był to piątkowy wieczór) stwierdził, ze bezsensu tak nosić łóżeczko tu i tam, szczególnie, że na dniach miało przyjść nowe łóżko Okruszka, którego już nie dało się tak targać:)

Samodzielne spanie w łóżeczku turystycznym.

Czekało nas poważne zadanie. Jakub budził się bardzo często i nic go nie uspokajało prócz piersi. Z racji tego, że nasza sypialnia jest dość oddalona ulokowaliśmy się na materacu w salonie (metr szerokości:D) i zaliczyliśmy serial. Plan był prosty - R. dogląda pierwszy. Po prostu idzie, podaje wodę, przytula i z powrotem odkłada do łóżeczka. Przy pierwszym płaczu odprowadziłam go z uśmiechem, szykując pierś. O ja niedowiarek! Szczęka mi opadła (dosłownie!), kiedy usłyszałam, jak Jakub pije wodę z niekapka (miękki silikonowy ustnik), a po chwili zapada cisza.

R. wyszedł, zamknął drzwi i posłał mi zwycięskie spojrzenie. Mimo wszystko, to była ciężka noc. Okruszek budził się praktycznie co godzinę. Próbowałam spać, ale byłam z przyzwyczajenia zbyt czujna. O pierwszej przejęłam wartę. Przygotowałam się na podanie piersi, ale jak ustaliliśmy miał być to jeden jedyny raz. Znów czekało mnie zaskoczenie (rozczarowanie wręcz?). Po napiciu się wody Jakubek wtulił się we mnie, jak małpka i usnął dalej. Odłożyłam go bez problemu. Reszta nocy wyglądała tak samo.

Druga i trzecia wyglądała podobnie. Z tym małym szczegółem, że spaliśmy już w swojej sypialni, a czuwała niania elektryczna. Naprawdę dużo ułatwia! Miała być zakupem dla Brzuszkowego, jednak trochę to przyspieszyliśmy :)

Samodzielne spanie w łóżku dziecięcym.

Czwartego dnia nadeszła wielka chwila. Łóżeczko zostało skręcone i zaakceptowane przez Jakubka. Ale gryzło nas pytanie. czy będzie chciał w nim spać. Oczywiście zadziwił nas wszystkich, kiedy o 19:30 wziął swój kocyk, chwycił za rękę i poprowadził do swojego pokoju. Położyłam go, chwilę się poprzytulaliśmy, porozsyłaliśmy buziaki i wyszłam. Usnął bez problemu. A ja sądząc, ze za niedługo się wybudzi dotrwałam do 22. Potem już machnęłam ręką podkręcając nianię elektroniczną i odleciałam. Ze snu wyrwał mnie płacz. Jak szalona wyskoczyłam z łóżka z wizją Jakubka na podłodze, ale spokojnie siedział na łóżku. Podałam wodę, przytuliłam i okryłam kołdrą. Spał dalej. Okazało się, że jest po północy. Kolejna pobudka przypadła na czwartą rano i kiedy R. wyjechał do pracy o piątej. Wtedy wzięłam Okruszka do naszego łóżka i dospaliśmy do 6:30. To była dobra noc. Naprawdę dobra. Chyba pierwsza taka wyjątkowa po tylu miesiącach... Hm od narodzin? ;p



Kolejne dni. 

Jakub, jakby wyczuł, że robi ogromny krok naprzód, że nadszedł czas aby "dojrzeć". Mam wrażenie, że w dziecięcym łóżku śpi mu się lepiej. Potrafi teraz bez problemu przespać od 20 do 5 rano z jedną, maksymalnie dwoma pobudkami. I to tylko na napicie się wody. Nie ma już podnoszenia go, tulenia/lulania. Dostaje niekapka i kiedy odkładam go na stolik sam się kładzie z powrotem i śpi dalej. Czasem chwilę siedzę jeszcze przy nim i nie mogę się nadziwić tej zmianie, jaka w nim zaszła.

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że odkąd minęła "czwarta noc" zawsze jest kolorowo. Dnia szóstego odezwały się chyba zęby, bo Jakub potrafił przed północą obudzić się trzy razy... w ciągu godziny! Biegałam do niego, jak głupia. Czasem przytulałam i już zostawałam na godzinkę, dwie. Ostatnie trzy dni wstawał też przed szóstą, co już się praktycznie nie zdarzało. Niemniej jednak jest naprawdę dobrze. Dziś na przykład wstał o 23 i potem już o piątej. Dla mnie te sześć godzin ciągłego snu są wręcz szokiem. Ale jakże przyjemnym! Nawet ta pobudka koło szóstej nie jest już taka straszna!

I wiecie czego tylko żałuję? Że spróbowaliśmy tak późno ;) 

Teraz jestem mamą chłopca, który śpi w swoim pokoju, w swoim łóżku i jestem z tego bardzo dumna! I choć chciałabym Wam dać jakąś super radę, odkryć przed Wami złoty środek, na to JAK nauczyć dziecię spać samemu, to sama nie wiem co dokładnie miałabym powiedzieć. U nas było po prostu przezwyciężenie strachu.Odważenie się na przełomowy skok. Przygotowaliśmy się też na ciężką noc i co ważniejsze - nie byłam sama. Mówiąc szczerze cieszę się, że to tata Okruszka pierwszy do niego wychodził. Dla taty chyba jakieś to łatwiejsze jest.

Ważna jest też konsekwencja. I pomysł. Jeśli nie skutkuje jedna metoda, to może należy spróbować innej?

Koniecznie napiszcie, jak to wygląda/wyglądało u Was.
Czytaj dalej »

sobota, 9 stycznia 2016

Od Kuchni - Ciasteczka pomarańczowo - czekoladowe.


Istnieją przepisy, które wpadają w serce na tyle, że mówi się je z pamięci. Ten taki właśnie jest. Prosty, niekomplikujący, łatwy do zapamiętania. No i czasu dużo nie zajmuje! A to przy małym dziecięciu sprawa istotna.

Gotowi go poznać?



Potrzebne nam będzie:

200 g mąki pszennej
60 g mąki ziemniaczanej (5,5 łyżki)
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
125 g margaryny
100 g cukru (pół szklanki)
1 cukier wanilinowy
1 jajko
1 otarta skórka z pomarańczy
100 g czekolady


1. Na początek przesyp obie mąki i proszek do pieczenia przez sito. Dodaj cukry, jako, miękką margarynę, jajko i posiekaną czekoladę oraz skórkę z pomarańczy. Jeśli akurat jej nie posiadasz nie przejmuj się! Z samą czekoladą wychodzą równie dobre! Pomarańcza po prostu dodaje tego smaczku.

2. Gotowe? Mikserem wymieszaj całość na małych, a potem na maksymalnych obrotach. Powstanie proszek, który na pierwszy rzut oka może wydawać się katastrofą. Spokojna głowa. Tak ma być. Teraz ugnieć wszystko dłońmi. Kiedy już się ładnie połączy przełóż ciasto na blat i dokładniej je hm dopieść :)

3. Czas na podzielenie go na części, rozwałkowanie rękami i rozpłaszczenie na grubość około pół centymetra. Ja swoje rozkładam zawsze na tacce, która łatwo mieści mi się w zamrażalniku. Tam ciasto delikatnie twardnieje i ułatwia nam później sprawę z krojeniem/wykrawaniem. Wcześniej po prostu je kroiłam na bliżej nieokreślone kształty. Wykrawane foremką mają jednak ten urok. Jeśli po wykrawaniu zostaje Wam ciasto ugniećcie je ponownie, rozwałkujcie i tak do ostatniego okruszka. Piecz je w 180 Stopniach Celsjusza przez 10 minut. Ważne, by za mocno się nie spiekły.

Z tego przepisu wyszło mi 80 małych ciasteczek.


Część chowam do słoika, ale powoli przestaję się oszukiwać, że wytrwają tam dłużej, niż dzień :)


To co? Kiedy ruszacie z produkcją?

Czytaj dalej »

wtorek, 5 stycznia 2016

25 tydzień ciąży taki dobry.

Po pobudce o 7:30 i przespanej w większości nocy dobry humor jest gwarantowany. Kawa nawet lepiej smakuje!

Post o spaniu Jakubka się tworzy. Myślę że rozciągłość tygodnia pokaże nam rzeczywiste efekty i przyszłość naszych kombinacji. A tymczasem chcę Wam powiedzieć , że nie wiem gdzie uciekają mi te tygodnie. Jeszcze niedawno pisałam o relacji dwudziestotygodniowego Brzuszka z małym Jakubkiem, a tu już docieramy do końca drugiego trymestru. Jak już się przekracza połówkę, tą tak jakby "środę", to do "weekendu" z górki jest.

I tak właśnie czuję się w styczniu. Nic tylko patrzeć na przemykające kolejne miesiące. Choć może teraz trochę zwolnimy. Już po przeprowadzce, po tych wolnych dniach i człowiek jakoś inaczej funkcjonuje z codziennością od poniedziałku do piątku, czekając na weekend, który można w pełni spędzić z tatą. Przed nami tygodnie odpoczynku. Wrzucenia na luz. Brzuszkowy również odczuł ostatni stres i trzeba go uspokoić. Z większych spraw zostało jeszcze jedynie dopełnienie wyprawki dla niego, jednak to odkładam sobie na luty, marzec. Na szczęście mamy pełno ciuszków po Jakubku i poza kilkoma akcesoriami nie potrzebujemy więcej kupować. Największymi zakupami okazuje się kołyska, leżaczek i chusta do noszenia. Wszystko przed nami. Nie planuję rodzić aż tak wcześnie, by się nie załapać na kwiecień, więc daję sobie na wstrzymanie :)


Czas w końcu zwolnić! Usiąść i przynajmniej raz dziennie skupić się na drugiej ciąży. O to naprawdę trudno. Druga ciąża jest inna. Mniej wychuchana, bardziej racjonalna. Czasem myślę, że gdyby się nie czuło kopniaków przeleciałaby całkowicie niezauważona. A kopniaki czuć aż za dobrze :) Brzuszkowy jest bardzo silny i niekiedy potrafi przekopać cały poranek i wieczór. Nie muszę go "ruszać" czekoladą, czy innym słodkim. Kopie sam od siebie, coraz mocniej i wyraźniej. Czuję jednak, że ma coraz mniej miejsca, chciałby np wyprostować całą nóżkę, ale trafia na barierę. Wtedy zaczyna już nawet boleć! Kopie, jak siedzę, kopie, jak stoję, piorę, kąpię się. Pamiętam, jak z Jakubkiem musiałam przysiąść, by się rozhulał. A teraz to żywe srebro. Biega po całym mieszkaniu, sięga po co tylko się da, a zabawa jedną rzeczą szybko się nudzi. Mimo rosnącego brzucha i rosnącego zmęczenia bawimy się w najlepsze, codziennie chodzimy na spacery i korzystamy z dnia najlepiej, jak się da. Choć i tak już tęsknię patrzę na ocieplenie i możliwość spędzenia czasu na placu zabaw. Kto ma większe dzieci dokładnie wie o czym mówię ;)

No to co? Do terminu porodu zostało nam piętnaście tygodni! Akurat na przyjście wiosny, poświęceniu się Okruszkowi, ostatnie chwile sam na sam, choć muszę Wam powiedzieć, że kiedy dziecko odstawia się od piersi przestaje być już takim "bejbi", staje się dużym chłopcem, który wcale aż tak bardzo cię nie potrzebuje. Smutne trochę, ale taka kolej rzeczy... A właśnie. Bo chyba nie mówiłam, że od czterech dni Kuba nie dostaje piersi? To taki ogromny krok do przodu! Jest to ściśle związane z jego spaniem w swoim pokoju, ale na opis tego jeszcze musicie poczekać.

Tymczasem tylko patrzeć na budzącego się Jakubka z drzemki i lecimy kłaść składniki na pizzę. Jak dobrze mieć w końcu piekarnik! W związku z nim na Blogu ruszy od nowa Kategoria "Od kuchni", bo mam dla was dwa przepisy na ciasteczka, które robi się tak łatwo i tak szybko, że nawet dziecię wiszące na szyi nie straszne!


Miłego popołudnia, Drogie.


Czytaj dalej »

sobota, 2 stycznia 2016

Jakubek - 16 miesiąc życia


Dwudziestego dziewiątego grudnia Jakub skończył szesnaście miesięcy. Ten jeden miesiąc niby przeleciał nam przez palce, ale jak tak przeglądałam zdjęcia z ostatniego podsumowania, to miałam wrażenie, że zostały zrobione wieki temu. Wiele się działo w ostatnim czasie. Nie pisałam przede wszystkim z powodu przeprowadzki. Mieszkamy na nowym od tygodnia, a od czwartku mamy podłączony Internet. Człowiek przypomniał sobie nawet jak gra się w karty :)




ale dziś nie o tym. W końcu Post należy całkowicie do Okruszka. O Brzuszkowym wspomnę raz, bo to przecież wydarzenie dowiedzieć się, że będzie się miało młodszego brata do spółki zbrojeń. Jakub na razie nie rozumie co to znaczy, ale już niedługo się przekona. Tymczasem głaszcze brzuch, całuje i uśmiecha się kiedy widzi, jak inni to robią.

Rozumie praktycznie wszystko, co się do niego mówi. Proszony o przyniesienie konkretnych rzeczy przynosi je niekiedy bez zastanowienia. Ubiera i ściąga czapkę, skarpetki, pomaga mi przy zdejmowaniu spodenek i koszulek. Przekochany w tym jest! Rozumie nawet, ze trzeba ubrać pampersa i po kąpieli gdy go dojrzy łapie i przynosi. Przy wszystkich czynnościach kiwa głową, jakby przytakiwał swoim decyzjom. Nowe mieszkanie trochę go pobudziło. Czuje się w nim, jak ryba w wodzie. Szczególnie w swoim pokoju, na który tak czekałam. Co więcej dzisiejsza noc przyniosła nam ogromny krok w przód. Jakub spał u siebie sam, bez jakiegokolwiek przerywnika w postaci piersi. Owszem - dosyć często się budził, jednak przypisujemy to tej zmianie. Szybko dawał się utulić i pił grzecznie wodę z niekapka. Akcję zapoczątkował R. dość spontanicznie. Więcej o tym napiszę po tygodniu, kiedy wszystko się wyklaruje, a relacja wzbogaci się również o zmianę łóżeczka. We wtorek bowiem ma przyjść nasza kanapa wraz z doroślejszym spaniem dla Okruszka.

Co więcej?

Rozwinęła się również mowa Jakubka. Co prawda nadal nie używa konkretnych złożonych słów, jak np "piłka", "lampa", ale gada po swojemu i to tylko kwestia czasu, kiedy zaczniemy go rozumieć. Może nawet R. doczeka się swojego "tata"? Tak. Jakub omija to słowa zastępując je "gagą". Nie niecierpliwimy się jednak, ale spokojnie czekamy i mimo wszystko uczymy go konkretnych wyrazów. Ta mała główka rozumie więcej niż się wydaje!


No i biega! Biega jak szalony. Świetnie wychodzi mu również wchodzenie po schodach, a nawet garnie się do schodzenia za rączkę. Lepił swoje pierwsze pierogi, a także kąpał pod prysznicem z powodu braku wanienki i korka :) z początku się przestraszył, ale potem sam trzymał słuchawkę i się polewał. Co nie zmienia faktu, że moczenie się jest najlepsze. Mógłby nie wychodzić z wanny!



 Potrafi również bawić się sam. I to coraz dłużej. Co prawda niekiedy musimy tak czy inaczej siedzieć obok, ale najważniejsze, że kawa nie stygnie :)




Czyż nie jest uroczym majsterkowiczem? W kolejnych dniach postaramy się być więcej, bo już powoli osiada "pył" przeprowadzki i wrzucamy sobie na luz. A jak u Was ze styczniowym działaniem? Energia wzrosła? Bo temperatury to podobno śniegowe :D
 



Czytaj dalej »