Jeśli dobrze pamiętacie od zawsze mieliśmy problem z usypianiem naszego chłopca. Kuba od początku spał z nami, a kiedy zaczęliśmy go kłaść do łóżeczka bez bujania się nie obchodziło. Akceptowaliśmy ten stan póki nie zaszłam w ciąże z Brzuszkowym. Nie dość, że z rosnącym brzuchem było coraz ciężej, to jeszcze nie wyobrażałam sobie przyszłości z dwójką dzieci i obecnym stanem. Na ogień poszły dzienne drzemki i wielki sukces! Kuba potrafił w dzień i na wieczór usnąć sam, bez bujania, a czasem nawet bez naszej obecności. Pozostawała kwestia nocnego uspokajania. Powoli wysiadałam z obolałymi piersiami, bo Kuba potrafił całą noc budzić się co chwilę, gryźć, ciągnąć...
Nie wysypiałam się. Nie chcieliśmy zaczynać oduczania podczas przeprowadzki, która i tak była wielkim przeżyciem, więc daliśmy Okruszkowi czas na oswojenie się z nowym miejscem. Aż w końcu nadszedł dzień, kiedy R. zabrał łóżeczko do jego pokoiku, by usnął tam na dzień. Poszło jak zwykle bez problemu. A wieczorem (na szczęście był to piątkowy wieczór) stwierdził, ze bezsensu tak nosić łóżeczko tu i tam, szczególnie, że na dniach miało przyjść nowe łóżko Okruszka, którego już nie dało się tak targać:)
Samodzielne spanie w łóżeczku turystycznym.
Czekało nas poważne zadanie. Jakub budził się bardzo często i nic go nie uspokajało prócz piersi. Z racji tego, że nasza sypialnia jest dość oddalona ulokowaliśmy się na materacu w salonie (metr szerokości:D) i zaliczyliśmy serial.
Plan był prosty - R. dogląda pierwszy. Po prostu idzie, podaje wodę, przytula i z powrotem odkłada do łóżeczka. Przy pierwszym płaczu odprowadziłam go z uśmiechem, szykując pierś. O ja niedowiarek! Szczęka mi opadła (dosłownie!), kiedy usłyszałam, jak Jakub pije wodę z niekapka (miękki silikonowy ustnik), a po chwili zapada cisza.
R. wyszedł, zamknął drzwi i posłał mi zwycięskie spojrzenie. Mimo wszystko, to była ciężka noc. Okruszek budził się praktycznie co godzinę. Próbowałam spać, ale byłam z przyzwyczajenia zbyt czujna. O pierwszej przejęłam wartę. Przygotowałam się na podanie piersi, ale jak ustaliliśmy miał być to jeden jedyny raz. Znów czekało mnie zaskoczenie (rozczarowanie wręcz?). Po napiciu się wody Jakubek wtulił się we mnie, jak małpka i usnął dalej. Odłożyłam go bez problemu. Reszta nocy wyglądała tak samo.
Druga i trzecia wyglądała podobnie. Z tym małym szczegółem, że spaliśmy już w swojej sypialni, a czuwała niania elektryczna. Naprawdę dużo ułatwia! Miała być zakupem dla Brzuszkowego, jednak trochę to przyspieszyliśmy :)
Samodzielne spanie w łóżku dziecięcym.
Czwartego dnia nadeszła wielka chwila. Łóżeczko zostało skręcone i zaakceptowane przez Jakubka. Ale gryzło nas pytanie. czy będzie chciał w nim spać. Oczywiście zadziwił nas wszystkich, kiedy o 19:30 wziął swój kocyk, chwycił za rękę i poprowadził do swojego pokoju. Położyłam go, chwilę się poprzytulaliśmy, porozsyłaliśmy buziaki i wyszłam. Usnął bez problemu. A ja sądząc, ze za niedługo się wybudzi dotrwałam do 22. Potem już machnęłam ręką podkręcając nianię elektroniczną i odleciałam. Ze snu wyrwał mnie płacz. Jak szalona wyskoczyłam z łóżka z wizją Jakubka na podłodze, ale spokojnie siedział na łóżku. Podałam wodę, przytuliłam i okryłam kołdrą. Spał dalej. Okazało się, że jest po północy. Kolejna pobudka przypadła na czwartą rano i kiedy R. wyjechał do pracy o piątej. Wtedy wzięłam Okruszka do naszego łóżka i dospaliśmy do 6:30. To była dobra noc. Naprawdę dobra. Chyba pierwsza taka wyjątkowa po tylu miesiącach... Hm od narodzin? ;p
Kolejne dni.
Jakub, jakby wyczuł, że robi ogromny krok naprzód, że nadszedł czas aby "dojrzeć". Mam wrażenie, że w dziecięcym łóżku śpi mu się lepiej. Potrafi teraz bez problemu przespać od 20 do 5 rano z jedną, maksymalnie dwoma pobudkami. I to tylko na napicie się wody. Nie ma już podnoszenia go, tulenia/lulania. Dostaje niekapka i kiedy odkładam go na stolik sam się kładzie z powrotem i śpi dalej. Czasem chwilę siedzę jeszcze przy nim i nie mogę się nadziwić tej zmianie, jaka w nim zaszła.
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że odkąd minęła "czwarta noc" zawsze jest kolorowo. Dnia szóstego odezwały się chyba zęby, bo Jakub potrafił przed północą obudzić się trzy razy... w ciągu godziny! Biegałam do niego, jak głupia. Czasem przytulałam i już zostawałam na godzinkę, dwie. Ostatnie trzy dni wstawał też przed szóstą, co już się praktycznie nie zdarzało. Niemniej jednak jest naprawdę dobrze. Dziś na przykład wstał o 23 i potem już o piątej. Dla mnie te sześć godzin ciągłego snu są wręcz szokiem. Ale jakże przyjemnym! Nawet ta pobudka koło szóstej nie jest już taka straszna!
I wiecie czego tylko żałuję? Że spróbowaliśmy tak późno ;)
Teraz jestem mamą chłopca, który śpi w swoim pokoju, w swoim łóżku i jestem z tego bardzo dumna! I choć chciałabym Wam dać jakąś super radę, odkryć przed Wami złoty środek, na to JAK nauczyć dziecię spać samemu, to sama nie wiem co dokładnie miałabym powiedzieć. U nas było po prostu przezwyciężenie strachu.Odważenie się na przełomowy skok. Przygotowaliśmy się też na ciężką noc i co ważniejsze - nie byłam sama. Mówiąc szczerze cieszę się, że to tata Okruszka pierwszy do niego wychodził. Dla taty chyba jakieś to łatwiejsze jest.
Ważna jest też konsekwencja. I pomysł. Jeśli nie skutkuje jedna metoda, to może należy spróbować innej?
Koniecznie napiszcie, jak to wygląda/wyglądało u Was.