Największym wydarzeniem piętnastego tygodnia było oczywiście szczepienie. Czytając różne relacje z nimi w roli głównej właśnie zastanawiałam się, czy to rzeczywiście aż tak żal serce ściska, że się samej płacze, czy też chce płakać. Myślę - ja będę twarda. Co to przecież, jedynie małe ukłucie. A potem dwie igiełki weszły w ciałko Okruszka, ten spojrzał na mnie z zaskoczeniem i nawet myślałam, ze bez płaczu się obejdzie, ale jak po dwóch sekundach się rozdarł... I rzeczywiście - łzy w oczach stanęły. Bo przecież nie płakał, tak jak zwykle, bo głodny, bo śpiący, znudzony, po prostu mu się chce, tylko z bólu. Cały czerwony się zrobił i lekko zaszedł, ale jak już plasterki wylądowały na wkłuciach poszedł w ramiona do taty i momentalnie się uspokoił.
Tak. Jestem dumna z mojego synka. W ogóle nie tylko z tego, jak zniósł samo szczepienie, a całą wizytę. Byliśmy tam godzinę, najpierw na korytarzu, potem już na przewijaku, gdzie Jakubek zadowolony ze swej nagości wywijał rączkami i nóżkami na prawo, lewo gugając i śmiejąc się. Zabawowy chłopak. Lekarki też uśmiech nie ominął.
Teraz również dokładnie wiem ile waży mój mały (mały?!) chłopiec, jak wysoki jest i dlaczego taki mądry :p
Waga - 6840 g
Długość - 62,5 cm
Obwód głowy - 42 cm
Dostaliśmy receptę na czopki w razie gorączki i książeczkę szczepień. Miałam nadzieję, że to pierwsze nie będzie potrzebne, ale R. po 19 leciał do apteki, jakby go coś goniło. Szczepienie było o 11, gdzie zaraz potem Jakubko szybko zasnął i tak spał do 14. Zdążyliśmy na szczęście zrobić zakupy. Bo potem... potem było marudzenie, noszenie na rękach, ale nie takie, jak zwykle, tylko w stylu "na małpkę" i nie można go było od siebie oderwać. Okruszek żałośnie pojękiwał i kiedy go się gwałtowniej poruszyło była wielki krzyk. Usnął po dwóch godzinach męczarni, by obudzić się znów z płaczem i gorączką. Noc nie należała też do najlepszych z ciągłymi pobudkami i trudnością dostawienia do piersi. Kawa rano? Tak, poproszę.
Ale dziś na szczęście wszystko wróciło do normy i powrócił mój mały zabawiacz. Za sześć tygodni powtórka z rozrywki! A rozerwać szło się nieźle. Na części. Szczególnie ręce.
Ten tydzień w ogóle był wyjątkowy. I każdy kolejny będzie pewnie bardziej i bardziej, choć będę myśleć, że bardziej się nie da. Okruszek rośnie i co tu dużo mówić. Zaskakuje nas każdego dnia. Pamiętam, jak pierwszy raz się "odezwał". Tak długo właśnie, rozumnie, jak na filmiku, który udostępniłam. Staram się łapać te chwile, opisywać je tutaj, by jak najwięcej zapamiętać. Na razie dni mijają powoli, jeden za drugim, aż w końcu będzie ten upragniony piątek, spakujemy rzeczy do auta (do walizek zacznę chyba tydzień przed!) i ruszymy w drogę. Nie mogę się już doczekać.
W tym całym "dzień za dniem" mylą mi się też całe tygodnie! Zaczęłam "największym wydarzeniem czternastego tygodnia..." i dopiero teraz się skapnęłam, że przecież jesteśmy tydzień później. Piętnaście. Lubię pełne tygodnie. Tak samo, jak uwielbiam wszelakie rocznice. Szkoda, że do naszej ślubnej, aż 10 miesięcy!
Na koniec jeszcze kilka soczystych faktów:
A jak Wam mija piątek? W Polsce śnieg? Mam ochotę na śnieg!
Czytaj dalej »
Tak. Jestem dumna z mojego synka. W ogóle nie tylko z tego, jak zniósł samo szczepienie, a całą wizytę. Byliśmy tam godzinę, najpierw na korytarzu, potem już na przewijaku, gdzie Jakubek zadowolony ze swej nagości wywijał rączkami i nóżkami na prawo, lewo gugając i śmiejąc się. Zabawowy chłopak. Lekarki też uśmiech nie ominął.
Teraz również dokładnie wiem ile waży mój mały (mały?!) chłopiec, jak wysoki jest i dlaczego taki mądry :p
Waga - 6840 g
Długość - 62,5 cm
Obwód głowy - 42 cm
Dostaliśmy receptę na czopki w razie gorączki i książeczkę szczepień. Miałam nadzieję, że to pierwsze nie będzie potrzebne, ale R. po 19 leciał do apteki, jakby go coś goniło. Szczepienie było o 11, gdzie zaraz potem Jakubko szybko zasnął i tak spał do 14. Zdążyliśmy na szczęście zrobić zakupy. Bo potem... potem było marudzenie, noszenie na rękach, ale nie takie, jak zwykle, tylko w stylu "na małpkę" i nie można go było od siebie oderwać. Okruszek żałośnie pojękiwał i kiedy go się gwałtowniej poruszyło była wielki krzyk. Usnął po dwóch godzinach męczarni, by obudzić się znów z płaczem i gorączką. Noc nie należała też do najlepszych z ciągłymi pobudkami i trudnością dostawienia do piersi. Kawa rano? Tak, poproszę.
Ale dziś na szczęście wszystko wróciło do normy i powrócił mój mały zabawiacz. Za sześć tygodni powtórka z rozrywki! A rozerwać szło się nieźle. Na części. Szczególnie ręce.
Ten tydzień w ogóle był wyjątkowy. I każdy kolejny będzie pewnie bardziej i bardziej, choć będę myśleć, że bardziej się nie da. Okruszek rośnie i co tu dużo mówić. Zaskakuje nas każdego dnia. Pamiętam, jak pierwszy raz się "odezwał". Tak długo właśnie, rozumnie, jak na filmiku, który udostępniłam. Staram się łapać te chwile, opisywać je tutaj, by jak najwięcej zapamiętać. Na razie dni mijają powoli, jeden za drugim, aż w końcu będzie ten upragniony piątek, spakujemy rzeczy do auta (do walizek zacznę chyba tydzień przed!) i ruszymy w drogę. Nie mogę się już doczekać.
W tym całym "dzień za dniem" mylą mi się też całe tygodnie! Zaczęłam "największym wydarzeniem czternastego tygodnia..." i dopiero teraz się skapnęłam, że przecież jesteśmy tydzień później. Piętnaście. Lubię pełne tygodnie. Tak samo, jak uwielbiam wszelakie rocznice. Szkoda, że do naszej ślubnej, aż 10 miesięcy!
Na koniec jeszcze kilka soczystych faktów:
Okruszek:- gada, śmieje się, aż końca nie widać!Zapomniałabym! Osiągnęliśmy wyższy poziom w kąpaniu. A dokładniej w czasie zaraz Po. Kuba już nie wydziera się i spokojnie, zagadując, mogę wymasować go oliwką i ubrać. Super sprawa!
- wodzi wzrokiem za osobami, szczególnie za mną i R.
- produkuje jeszcze więcej śliny
- wpycha wszystko do buzi i złości się, kiedy mu się nie udaje
- zaczyna się przewracać z brzuszka na plecy
- mocno trzyma główkę
- interesuje się literaturą
A jak Wam mija piątek? W Polsce śnieg? Mam ochotę na śnieg!

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)





.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)