czwartek, 6 sierpnia 2015

49 TO - w Niemczech o Polsce jeszcze.

Na wstępie - dojechaliśmy!

Nie obyło się oczywiście bez momentów przyprawiających o szybsze bicie serca, jak zapomnienie torebki z wszystkimi dokumentami i pieniędzmi, wrzaski Kuby aż pod sam sufit busa, czy mój wzrok utkwiony w drogę i kilka niebezpiecznych akcji na niej się pojawiających. Jednak jesteśmy już w Niemczech. Od wczoraj od około czwartej rano. Śpiąc podczas drogi ledwie godzinkę, dwie obawiałam się pobudki o szóstej, ale Jakubek chyba też był wymęczony, bo obudził nas o ósmej. I tak... próbujemy dojść do ładu. Przestawić się. R. od dziś w pracy, więc nie dość, że muszę się zaprogramować znów na niemieckość, to jeszcze na hm samotność. Ja i Okruszek. Team nie do przebicia :)

W Drodze. Przerwa na Hot Doga, wyrwanego siłą tacie.

Zdrowotnie.

Jakubek już na drugi dzień po wizycie na Całodobówce widocznie czuł się lepiej, a i my byliśmy spokojni, bo na szczęście udało nam się uniknąć szpitala. Niemniej jednak dwa dni spędziliśmy w domu, przy lekach i w chłodzie. Dziś, tydzień po, sama nie wiem czy nie wybrać się jednak znów do lekarza, bo Okruszkowi nadal nie unormowały się sprawy pieluchowe i teraz nie wiem, czy to ciągnie się biedny żołądek, zęby, czy po prostu wynik diety i wstrzymania stałych pokarmów. Ktoś się może orientuje?                                                                            

Poza tym ma się całkiem dobrze, broi jak tylko może, wszystkiego musi dotknąć, wszystko spróbować. Najgorzej, że na jego liście pojawia się trawa, ziemia, kwiatki, różnego rodzaju inne paprochy. I tak latam za nim z mokrą chusteczką, czyszczę rączki, a i tak wszystko na nic. Zawsze znajdzie sposób, by ukradkiem przemycić coś między paluszkami!

Dreptanie.

Czasem czuję, jakby miał zdreptać mnie. Niekiedy to robi, mówiąc dokładniej o cierpliwości. Na szczęście częściej jednak chodzi po ziemi, zaczynając odkrywać, że nie jesteśmy mu potrzebni, by się oddalić i badać świat. Więc chodzi. I bada go do woli. Na spacery jednak trzyma się grzecznie ręki, wiedząc, że nie każde podłoże jest miękkie przy lądowaniu na pupę. Co tam pupa! Najgorsze kolanka. Oficjalnie zaliczyliśmy już obdarcie, które w sumie wyszło przy dokładniejszych oględzinach i dużo później. Okruszek to twarda sztuka.


Sztuka, która mimo wszystko lubi wozić się w wózku i podczas pobytu w Polsce już nie wyrywała się tak do wychodzenia, tylko grzecznie sobie jechała i obserwowała świat. Nie powiem, odetchnęłam. To taki nasz mały sukces.



Ostatnie dni w Polsce spędziliśmy leniwie, na okolicznych placach zabaw, rodzinnie, głaszcząc żołądki pizzą na mieście i nie odczuwając nawet tak braku krzesełka do karmienia. Czy tylko mi dziecko rośnie w oczach? Z dnia na dzień?




Teraz jednak wracamy do rzeczywistości, która wygląda tak: R. w pracy, Jakubko śpi, a ja zamiast ogarniać piszę Posta :D biorę się do roboty, a Wam życzę miłego dnia! 

10 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam... Zamiast coś robić to ślęczę właśnie przy kompie :P

    Dobrze, że spokojnie dojechaliście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej się ruszyć, jak się tak zasiedzi :) a czas przy kompie pędzi szybciej niż normalnie!

      Usuń
  2. Hihi!! Mi właśnie też Nadia zasnęła. Na szczęście wcześniej co nieco ogarnęłam, zostało tylko kilka zabawek na podłodze, ale pewnie niedługo znowu się tam znajdą, więc po co mam utrudniać Nadii zabawę :D
    Nam po ostatnich ząbkach wszystko się unormowało. Jedzenie, a i tym samym kupki. :) Myślę, że dobrze wpłynęły też chrupki kukurydziane, które podaję codziennie. Mała po nich nie ma zatwardzeń, a zawartość pieluszki nie jest już lejąca. :))
    Tak patrzę na Waszego maluszka i się zachwycam, jaki on już jest samodzielny. :) Super chłopak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo z zabawkami :D tzn niekiedy wrzucam je za jednym zamachem do pudła, bo Kuba lubi je sobie potem wyciągać po kolei. Muszę kupić chrupki! Dzięki :)

      Usuń
  3. Rany, Laura też tak zbiera wszystkie paprochy z podłogi i ogląda je z takim zaciekawieniem jakby to było nie wiadomo co. A podłogi mamy ciemne i niestety widać na nich dosłownie wszystko

    Kuba to już taki kawał chłopa, że hej! No i jak on pociesznie drepcze za rączkę z tatą :)))

    Daj sobie na luz. Ja też tak mam, że zaraz po powrocie do domu zabieram się natychmiast za przywracanie go do kompletnej używalności, łącznie ze zmianą pościeli itp. tyle, że u mnie to wszystko przez alergię na kurz :(((( inaczej rzuciłabym wszystko w cholerę :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli rozumiem teraz dlaczego tak pieczołowicie latasz z miotłą? :D w domu to jeszcze takiego syfu nie ma. Najgorzej, jak zacznie chodzić i na zewnątrz będzie ją tak interesować każdy paproch... gotuj się!:)

      Usuń
  4. Ach te powroty, człowiek potrzebuje trochę czasu żeby się ogarnąć... ale wkrótce przestawisz się na właściwy tor i wszystko się unormuje.
    Jestem zachwycona Waszym Kubusiem... jak on pięknie rośnie i usamodzielnia się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) najgorzej własnie znów wskoczyć w rytm.

      Usuń
  5. Ciężkie są powroty do rzeczywistości...dobrze ze szczęśliwie dojechaliscie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że kwestie żołądkowe mogą się wiązać z dietą jeśli nie ma innych objawów.
    Oj, nie tylko Twoje tak szybko rośnie. ;) Dzieci już tak mają. :D

    OdpowiedzUsuń