wtorek, 9 lutego 2016

Ciąża rok po roku - przetrwać kryzys

Nigdy nie ukrywałam tutaj naszych realiów. Kiedyś napisałam o nich jako o "zachodach". Nigdy nie wierzyłam w cukrowe macierzyństwo i jeśli takowe gdzieś dostrzegam odwracam się na pięcie aż się kurzy. Może i są cudowne dzieci, które sprawiają, że aż chce się mieć ich jeszcze więcej, ale wtedy z uśmiechem patrzyłabym na te kolejne, bo przecież każde dziecko jest inne, ma inne potrzeby, inaczej odbiera świat.

Jakub od początku był dzieckiem wymagającym. Jako noworodek często płakał, wymuszał noszenie na rękach, spanie razem było koniecznością, a usypianie go koszmarem. Pamiętacie, jak długo usypiał w wózku? Jazda nim po mieszkaniu była codziennością! Jak dobrze, że mieszkaliśmy wtedy na parterze. Pierwsze trzy miesiące były pod znakiem kolek. Kolejne objawiały się ząbkowaniem i poprawiło się w miarę wtedy, kiedy zrobił się mniej noworodkowy, a bardziej niemowlęcy, ze swoim siedzeniem i odkrywaniem świata. Dopiero od miesiąca nie karmię go już piersią, od niedawna też śpi sam w swoim łóżku. Jest przekochanym małym chłopcem, jednak do wielu udogodnień dochodziliśmy naprawdę bardzo powoli.

A teraz jeszcze doszły Okruszkowe histerie. Histerie, które nie raz doprowadzają mnie do podłamania nerwowego i strachliwego spoglądania w przyszłość, kiedy to na świecie pojawi się Brzuszkowy.

Jakub mało mówi. Więcej wyraża poprzez krzyk. Coraz częściej kiedy czegoś mu zabraniamy uderza w płacz. Ale są też sytuacje, których po prostu nie potrafimy zrozumieć. Dziś na przykład sprzątałam kuchnię i kiedy wzięłam ekspress do kawy, by odłożyć go na szafkę w schowku, szedł za mną, pokazując na niego palcem i płacząc. Próbowałam odwrócić jego uwagę, ale on ciągle wracał pod szafkę, wyciągał ręce i krzyczał, tak jakbym nie miała prawa ruszać z miejsca tego kawowego urządzenia.

Druga sytuacja miała miejsce wczoraj. W naszej sypialni stoi już kołyska dla Brzuszkowego. Wczoraj wyciągnęłam owieczkę z wbudowaną pozytywką, by ją do niej wsadzić. Jakubek oczywiście się nią zainteresował, więc pozwoliłam mu się nią pobawić. Szybko jednak się znudził i zajęła ona miejsce koło poduszki. W kołysce czekają również literki z imieniem, które chcemy powiesić w najbliższym czasie, kiedy już kupimy przewijak. Kuba również i je sobie podpatrzył, jednak nie zraził się, kiedy mu powiedziałam, że nie wolno, bo zniszczy. A tu nagle idzie za mną do sypialni i szarpie kołyską, tak jakby coś z niej chciał. Podaję owieczkę - ryk. Literkę - jeszcze większy ryk. W końcu wzięłam go na ręcę, by pokazał, a on tylko wyciągał dłonie i... sam nie wiedział czego chce! W końcu wyprowadziłam go z sypialni, żeby się uspokoił. Rzucanie się o podłogę, wrzask... Zrobiłam podejście drugie, już nawet wkładając go do kołyski, ale ten się spiął ze strachu i zaczął kopać wszystko dookoła. Skończyło się na siedzeniu w pokoju i płaczu. Ostatecznie podszedł do mnie, przytulił się i momentalnie uspokoił.



Już nie wiem co robić. Czyżby tak sławny "bunt dwulatka" przesunął nam się o całe pół roku?! Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Wszystko jest po staremu. Tylko dziecię bardziej drażliwe, płaczliwe, okazujące emocje w sposób przyprawiający o ból głowy. Początkowo mocno się przy tym denerwowałam, ale czułam, że Brzuszkowemu to zdecydowanie nie służy, więc teraz staram się jak najbardziej wyciszyć. Najgorzej, że mamy również problem ze spaniem na południe. Za każdym razem jest okraszone płaczem, siedzeniem na łóżku z zamkniętymi oczami, z kopiącymi nogami, rękami. Nic go nie uspokaja. Wychodzę z pokoju, on podchodzi pod drzwi, uderza, biorę go z powrotem do łóżeczka. Sytuacja powtarza się minimum trzy razy, aż w końcu biorę go na ręce i usypia. Wcześniej za nic nie chcąc się do mnie przytulić.

Myślałam, że sprawa przycichnie, ale z dnia na dzień coraz bardziej boję się przyszłości. Przed oczami mam scenę, kiedy to usypiam Brzuszkowego i kiedy ten już błogo śpi, Jakubek zaczyna swoje histerie i go wybudza. Oboje płaczą, ja jestem sama i zaczynam płakać razem z nimi. Ponure? Obrazek z koszmaru!

Macie jakiś sposób na małego histeryka? 

8 komentarzy:

  1. Wygląda na bunt dwulatka, a owe dwa lata to granica umowna i może się zacząć wcześniej. Ja jestem też mamą chłopców rok po roku i wiem o czym mówisz. Czasem bywa ciężko np. z usypianiem dwójki w jednym czasie, karmieniem i jedzeniem. Powiem na pocieszenie tylko tyle że po roku będzie lepiej. Życzę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to niestety...u nas bunt dwulatki chyba już się rozpoczął i wszystko jest na nie. Nawet jak jest na tak ;) moja rada to cierpliwość i dużo cierpliwości sama staram się jej mieć jak najwięcej;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz jak mi ulżyło po tym Twoim poście. Sorry, ale jak czytam, że Ty też tak masz to mi jakoś lżej na sercu. Ja od piątku mam dość, dość dziecka, dość bycia mamą, dość wszystkiego. Nie mam ani chwili dla siebie, Mała płacze co pół godziny, ciągle coś jej nie pasuje, histeryzuje, drze się. Położyć ją na drzemkę w dzień to istny koszmar, dokładnie tak jak u Ciebie. Dopiero gdy się porządnie zryczy to idzie spać. Na noc wcale nie jest lepiej... Nie wiem czy to bunt dwulatka, czy może wychodzące u nas piątki, ale naprawdę się podłamałam :( Ty jeszcze biedna jesteś w ciąży, a ja dziś pomyślałam, że jak to mieć drugie, jak tu takie cyrki? :( Ale wiesz, będzie dobrze, musi być :* Przecież to w końcu minie... Chyba tylko tak możemy się pocieszać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z czasem na pewno będzie lepiej.:) Nie mam doświadczenia w takich sprawach bo dopiero niedawno zostałam mamą, więc niestety nie pomogę...

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurczę! Aż się boję, co nas czeka... :)
    Ja to się cieszę, że Ola była wzorowym dzieckiem do 9-10 miesiąca... potem zaczęły się humorki, lęki separacyjne, sterczenie i marudzenie przy nodze, itd., itd. Na szczęście już jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Marika, spokojnie, ten gorszy okres tak jak wszystkie poprzednie w końcu minie. U nas jest podobnie. Laura od jakiegoś czasu wyraźnie nie radzi sobie z emocjami, w szczególności gdy nie dośpi ;P ale często bywa też tak, że po całkiem udanej nocy budzi się po prostu wściekła i wtedy trochę muszę się nagimnastykować by chociaż zjeść śniadanie, bo moje dziecko wciąż wyjo-jęczy i wisi mi na nodze :]

    W ciągu tych 16miesięcy macierzyństwa nauczyłam się jednak tego, że matka to takie stworzenie, które poradzi sobie w każdych warunkach. Z dwoma bąblami doskonale dasz sobie radę. Wypracujesz taki system, że będziesz się dziwiła jak mogłaś się kiedyś obawiać czy sobie poradzisz. Ja na przykład okropnie bałam się momentu jak dam radę sama w domu z Laurą, gdy H. pójdzie na cały dzień do pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej to bunt dwulatka. Niestety nie pomoże nic innego jak cierpliwość, tłumaczenie i nie ulegania nawet pomimo rzucania się po podłodze, płaczu, krzyku it. Trzymaj sie kochana.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem, jaki to wielki stres musi być dla Ciebie, szczególnie właśnie że Brzuszkowy już za niedługo będzie z Wami. Jakoś trzeba będzie oby ogarnąć, a każdy będzie miał inne potrzeby... Ale chyba najważniejsze, aby mimo humorków Jabukbo ciągnął do Braciszka. A pisze to dlatego, że u mojego Brata urodzi się niebawem druga córa i ta pierwsza (2,5 latka) obecnie jest na nie, jakoś nie cieszy się, że będzie jakaś jej siostrzyczka, z którą będzie się musiała dzielić zabawkami. A już nie wspominam jaka "anty" się zrobiła względem mojej Córy, czyli swojej kuzynki. Też bunt 2-latka? Nagle dziecko odmienia się nie do poznania, a rodzic rozkłada bezradnie ręce i nie wie, jak dotrzeć do tej małej główki...

    Ale jestem dobrej myśli, że u Was wszystko pójdzie pomyślnie. Złe dni i humorki miną :*

    OdpowiedzUsuń